Międzylesie: Krótka historia o tym, jak znalazłeś się na końca świata

Dzisiejsza wycieczka na blogu nie wymaga wysokiej formy w nogach, ale z tego co sam się dowiedziałem, historia okolicy daje satysfakcję porównywalną do zdobycia Śnieżnika. Międzylesie to nie tylko miejscowość na samym dole mapy, gdzie zasięg bywa kapryśny, a widoki urywają. To przede wszystkim miejsce z historią tak gęstą, jak loki pani Gessler. Zapraszam na ekspresowy przelot przez wieki.

Prehistoria, czyli rzymskie MOP-y i bursztynowy Uber

Zanim ktokolwiek wpadł na pomysł budowania państw na Ziemi Kłodzkiej, przez Przełęcz Międzyleską przebiegał tzw. Szlak Bursztynowy. Wyobraź sobie Rzymian w sandałach i toczkach, którzy przechodzą Ci pod domem.

Przełęcz Międzyleska była wtedy takim starożytnym MOP-em. Kupcy musieli tu odpocząć przed przeprawą przez Sudety. Skąd to wiemy? Bo zostawili po sobie mnóstwo „drobnych”. Archeolodzy do dziś wykopują tu rzymskie denary i sesterce, m.in. z wizerunkiem cesarza Antoninusa Piusa cz Marka Aureliusza. Monety znajdowano przy źródłach, co sugeruje, że albo płacili bóstwom za pomyślną drogę, albo byli wyjątkowymi fajtłapami i drobniaki wypadały im z butonierek (?) gdy pili wodę wprost z rzeki (?).

Średniowiecze: Monisi, rycerze i „Czarna Wieża”

Oficjalnie Międzylesie zarejestrowano na papierze w 1245 roku jako… Medilese, co w wolnym tłumaczeniu oznacza po prostu „między lasami”. Kreatywność ówczesnych copywriterów niczym się nie różni od naszych.

Najpierw rządzili tu cystersi, ale szybko sprzedali interes rycerskiemu rodowi von Glaubitz (1315 lub 1316r). To oni wybudowali zamek, w miejscu drewnianego grodu, ale mieli pecha do husytów.
Może nie do końca pecha, bo na własne życzenie dostali „z liścia”. Ród von Glaubitzów chętnie zapraszał do siebie kolegów, by z Międzylesia ruszać zbrojnie na Husytów. W 1428 roku ci ostatni wpadli z rewizytą i zrobili z zamku ognisko. Ostała się tylko jedna wieża. Ponieważ była tak okopcona dymem, że wyglądała jak przypalona bułka paryska, nazwano ją „Czarną Wieżą”.

Z tą wieżą wiąże się też mroczna (i lekko plotkarska) legenda. Podobno rycerz Otto von Glaubitz zamknął w niej swoją piękną żonę, która pod jego nieobecność urządzała na zamku imprezy z kochankami. Kiedy husyci spalili zamek, pan Otto wrócił i nie znalazł żony, ani żywej, ani martwej. Do dziś podobno błąka się tam jej duch, więc jeśli usłyszycie w nocy szelest, to może nie być wiatr.

Nowe rody i ich „owocowy startup”

Odbudowa miejscowości i jej ponowny rozkwit nastąpiły w XVI wieku, kiedy dobra trafiły w ręce protestanckiego rodu von Tschirnhaus (1564–1653). Ci dokonali gruntownej przebudowy zamku, nadając mu formę renesansowego dworu. W tym czasie elewacje budynku ozdobiono bogatą dekoracją sgraffitową, która do dziś stanowi jedną z największych atrakcji turystycznych obiektu. 

Złoty wiek Międzylesia to ród Althannów, którzy rządzili tu przez 300 lat. To oni przerobili zamek na barokowy pałac z „Salą Szeptów” – miejscem o tak genialnej akustyce, że szept z jednego końca sali słychać wyraźnie na drugim. To nie jest dobre miejsce na spotkania plotkarskie. Zresztą, można tę salę odwiedzić, umawiając się na zwiedzane zamku z przewodnikiem.

Ale ich największym hitem była śliwka. W XIX wieku ich ogrodnik wyhodował odmianę Renklody, którą nazwał na cześć szefa „Renklodą Althanna”. Śliwka zrobiła międzynarodową karierę i do dziś jest słodsza niż większość obietnic politycznych.

Przemysł tkacki i architektura „Siedmiu Braci”

Równolegle do arystokratycznego życia zamkowego, w XVIII i XIX wieku Międzylesie rozwijało się jako ważny ośrodek tkacki, oparty na uprawianym w okolicy lnie. Symbolem tej epoki stał się zespół siedmiu domów tkackich, wybudowanych pod koniec XVIII wieku przy dzisiejszej ulicy Sobieskiego, zwanych potocznie „Siedmioma Braćmi”.   

Jak zapewne wiesz z lekcji historii umieralność dzieci była niegdyś dużo wyższa niż obecnie i z powodu chorób architektonicznych, z 7 braci ostało się do naszych czasów 2.

Marianna Orańska: Królewna, która nie dawała sobie w kaszę dmuchać

W XIX wieku Międzylesie trafiło pod skrzydła Marianny Orańskiej – niderlandzkiej królewny, która była taką „bizneswoman” swoich czasów, że dzisiejsi rekiny z LinkedIna mieliby w końcu z kogo czerpać inspiracje. Marianna była bohaterką wielkiego skandalu: rzuciła niewiernego męża dla koniuszego, za co król Prus ukarał ją zakazem przebywania na terenie państwa dłużej niż 24 godziny.

Ta zamiast płakać, kupiła posiadłość tuż za miedzą (w Białej Wodzie) i codziennie wjeżdżała do swoich dóbr na pełnej petardzie, meldując się na „policji” przy wjeździe i wyjeździe. To dzięki niej mamy drogę na Śnieżnik, schronisko „Szwajcarkę”, huty szkła i kamieniołomy. W Międzylesiu ufundowała szkołę ewangelicką.

Kolej i granica

Wiek XIX przyniósł Międzylesiu nową dynamikę także dzięki budowie linii kolejowej. W 1875 roku doprowadzono tu tory z Wrocławia, które połączono z siecią czeską, tworząc kluczowe przejście graniczne między Prusami a Austro-Węgrami. Międzylesie stało się stacją węzłową, obsługującą międzynarodowy ruch pasażerski i towarowy na trasie Berlin–Wrocław–Wiedeń/Praga.
Obecnie istnieje bezpośrednie połączenie Wrocławia z Lichkovem.

Niedawno dworzec był remontowany i wygląda całkiem fajnie, choć budynek nie wykorzystuje swojego potencjału i w środku jest pusto. Aż dziw, że Biedronka się tu nie zakolegowała, bo Czesi obecnie wpadają na międzyleskie zakupy w sile, której nie powstydziliby się Husyci.

1945: Wojna o Międzylesie, której nikt nie zauważył

Najbardziej sensacyjny moment nastąpił tuż po II wojnie światowej. W czerwcu 1945 roku Czesi uznali, że Kotlina Kłodzka (w tym Międzylesie) historycznie im się należy.

10 czerwca 1945 roku czeskie wojska po prostu wjechały pociągiem do Międzylesia i Lewina Kłodzkiego, zajmując stację kolejową i kilka wiosek, a zależało im na znacznie większym terenie. Czesi słusznie zakładali, że to kraina historycznie najbardziej czeska, w tym zakątku mieszkają głównie Czesi i granice należy wyrównać. Na mapie widać wyraźnie, że jest osobliwy klin.

Jak zareagowali Polacy? Nie byli dłużni – marszałek Rola-Żymierski wysłał na granicę czołgi T-34 i zagroził, że jeśli Czesi się nie wycofają to on zarządzi to samo co Tomasz Fornal w meczu siatkarskim z USA. Ostatecznie musiał w sprawie interweniować… Stalin, który nakazał Czechom wracać do domu. Dzięki temu dziś w Międzylesiu jemy pierogi, a nie knedliki (choć te drugie mamy tuż za rogiem). Dzięki, panie Stalin.

Wilk, który nie gryzie

Herby to ciekawa sprawa, teraz o nich niemal nikt nie mówi, ale niegdyś o logo najka też nikt nie słyszał. Legenda mówi o dobrym kupcu, który uratował rannego wilka na starym szlaku. Zwierzak z wdzięczności stał się jego ochroniarzem i maskotką miasta. Powiesz, że to mit, ale przed Międzyleskim zamkiem nie bez przyczyny zobaczysz rzeźbę psiaka.

Międzylesie dzisiaj: „Widoki” na przyszłość

Dziś Międzylesie to już nie tylko historia rzymskich monet, czeskich roszczeń i hrabiowskich śliwek. To przede wszystkim miejsce, gdzie można uciec od zgiełku miasta. Zamek odzyskał blask, dwa ocalałe domki tkaczy dumnie przypominają o dawnych rzemieślnikach, a my zapraszamy Was do siebie.

Czy spotkacie ducha niewiernej żony? Mało prawdopodobne. Czy podsłuchacie kogoś w Sali Szeptów? Jak najbardziej! Jedno jest też pewne – widoki na Masyw Śnieżnika i święty spokój macie u nas zagwarantowane.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *